SZWAJCARIA

Szwajcara to nie interesuje

W zeszłym tygodniu byłam w Landesmuseum w Zurychu na oprowadzaniu: kobiety w historii Szwajcarii. Był piątek, tuż przed południem, więc i grupa uczestniczek niezbyt liczna; oprócz mnie jeszcze pięć kobiet, w różnym wieku. Kiedy przewodniczka zadała sakramentalne pytanie, w jakim języku ma do nas przemawiać: dialekt czy wysoki niemiecki, szybko okazało się, że zdecydowana większość naszego grona to Szwajcarki - z braku lepszego określenia - rodowite. Plus ja (papierowa) i jedna, jak się potem okazało, kobieta z Brazylii.
Oprowadzanie potrwało godzinę, Było ciekawie, choć też nieco drętwo, ponieważ mało kto zadawał pytania. Właściwie tylko ja i Brazylijka, ku umiarkowanemu zadowoleniu zerkającej na zegarek przewodniczki, miałyśmy potrzebę zgłębienia kilku kwestii (dlaczego matkę narodu Helvetię w pewnym okresie historycznym przedstawiano na obrazach jako prostytutkę?), a jeszcze większą - dyskusji z pozostałymi uczestniczkami. Po zakończeniu części oficjalnej, zostałyśmy całą grupą w sali muzealnej, zdane tylko na siebie.

Brazylijka nie dawała za wygraną, nic sobie nie robiąc z narastającego przerażenia Szwajcarek koniecznością wyjścia ze strefy komfortu. Kiedy padło pytanie o to, czy kobiety w Szwajcarii spotykają się w swoim gronie, aby dyskutować na bieżące tematy społeczne i polityczne (jak kiedyś mężczyźni przy tzw. Stammtisch), nagle wszystkie Szwajcarki się ulotniły. Serio, po prostu zniknęły. Zostałyśmy we dwie, jeszcze długo zastanawiając się, co się właściwie wydarzyło.
Dyskusja to emocje, potencjalny konflikt, a konfrontacji, podniesionych głosów, wymachiwania rękami, należy unikać za wszelką cenę, bo to duże ryzyko, że przy stole przestanie być miło.
Szwajcaria obu nam kojarzy się z krajem, w którym polityka wciska się, chcąc nie chcąc, pod każdą strzechę. No bo na czym jak nie na niekończącej się dyskusji polega słynne poszukiwanie kompromisu w demokracji bezpośredniej? Jak bez wymiany poglądów wyrobić sobie na tyle silne zdanie, aby móc głosować we wszystkich tych inicjatywach i referendach? Jak inaczej niż dzięki nieustannej burzy mózgów zwykła obywatelka i obywatel mają podejmować decyzje, które wpływają nie tylko na ich codzienność (jak np. ograniczenie prędkości w mieście do 30 km/h), ale i życie kolejnych pokoleń (jak np. wprowadzenie urlopu rodzicielskiego). Jak nie dać się populizmowi krzyczącemu z wyborczych plakatów, jak nie przy wsparciu otwierających oczy i umysły rozmów z innymi?

Tak sobie właśnie z nowo poznaną Brazylijką dywagowałyśmy, stojąc nie gdzie indziej niż przed czerwonym płaszczem Emilie Lieberherr, która gwizdkiem i bezkompromisową mową pod parlamentem w Bernie wywalczyła dla Szwajcarek prawo głosu. I prawo ZABIERANIA GŁOSU.

Ale może homo helveticus-politicus to tylko mylne wyobrażenie osoby, której za bardzo weszły profile lewicowych aktywistów na Instagramie i programy typu „Arena“ w telewizji publicznej. Może to bańka, w której zamknięte jest nieliczne grono akademików i ich rozpolitykowanych znajomych, a tzw. przeciętny Szwajcar i przeciętna Szwajcarka w domu przy zupie rozmawiają raczej o pracy i tym, kogo zaproszą na grilla w sobotę za sześć tygodni.

Zapytałam kiedyś kilkoro szwajcarskich znajomych, czy jako dzieci zadawali w szkole pytania. Odpowiedzieli, że raczej słuchali nauczycieli, a odzywanie się nie było czymś oczekiwanym i nagradzanym. Nie wiem jak jest w szkołach teraz, ale pamiętam, że znajoma wykładowczyni na uczelni wyższej skarżyła się na deficyt krytycznego myślenia wśród studentów. Jeśli naprawdę tak jest, jak to pogodzić z wizją „kraju, który ciągle stwarza się na nowo“, negocjuje swoje miejsce w Europie i ma potrzebę samostanowienia, począwszy od najmniejszych spraw w gminie i kantonie?


Zastanawiając się nad tym paradoksem, wymyśliłyśmy z nową znajomą na poczekaniu kilka chwiejnych teorii.

Pierwsza: wszechobecna w Szwajcarii potrzeba dopasowywania się do tego, jak zachowuje się większość, zabija nie tylko oryginalność, ale właśnie też odwagę posiadania własnego zdania. Dyskusja to emocje, potencjalny konflikt, a konfrontacji, podniesionych głosów, wymachiwania rękami, należy unikać za wszelką cenę, bo to ryzyko, że przy stole przestanie być MIŁO.

Teorię drugą (empirycznie potwierdzoną później rozmowami towarzyskimi) mogę streścić parafrazując motto jednego z moich ulubionych podcastów - Dział Zagraniczny: SZWAJCARA TO (czyli polityka) NIE INTERESUJE. Ważne, że jest zdrowy, ma wygodne mieszkanie, w miarę nowy samochód, stać go na urlop w Grecji latem i narty w Austrii zimą. A teraz, odkąd wybuchła wojna, ważne jest jeszcze jedno: że nie zabranie mu gazu. Takiego do grillowania. Sama tego nie wymyśliłam - to obawy, o których przeczytałam niedawno w poważnej zuryskiej gazecie.

I wreszcie teoria ostatnia: czas to pieniądz. Dyskusja to czas, który można przecież wykorzystać inaczej. Na przykład na zarabianie pieniędzy albo wyjście w góry. Jest tyle spraw ważniejszych niż polityka. Może dlatego uczestniczki oprowadzania wolały ulotnić się z muzeum, zamiast tracić cenne minuty na rozmowy o sytuacji kobiet w Szwajcarii. I to jeszcze rozmowy z CUDZOZIEMKAMI.

Czas to pieniądz. Dyskusja to czas, który można przecież wykorzystać inaczej. Na przykład na zarabianie pieniędzy albo wyjście w góry. Są sprawy ważniejsze niż polityka.
Kolejnego dnia, w sobotę, postanowiłam przeprowadzić mały eksperyment. Korzystając z okazji grillowania w wyłącznie szwajcarskim gronie, najpierw przez długi czas siedziałam cicho, żeby potem z grubej rury wyjechać z tematami politycznymi. Na początku szło opornie (praca, pogoda, jak najlepiej zgrillować szaszłyki), ale po kilku kieliszkach czerwonego towarzystwo się zaktywizowało.

Do zmroku przerobiliśmy wszystko - od reformy przepisów dotyczących przemocy seksualnej, przez kwestię genderyzacji języka niemieckiego, po różnice w mentalności Szwajcarów i Albańczyków na przykładzie wybieranych przez nich marek samochodów. Można? Można.

In vino veritas!

Stammtisch - regularne nieformalne spotkania, podczas których dyskutuje się bieżące kwestie polityczne. W Szwajcarii przy takich "stołach dyskusyjnych" (często w knajpach przy piwie) spotykali się mężczyźni i omawiali m.in. tematy nadchodzących głosowań, w czasach, kiedy kobiety nie miały jeszcze praw wyborczych.
12/ 07/ 2022
Tekst: Frau Kaminska
Foto: Wikipedia Commons
Więcej w kategorii SZWAJCARIA
Napisz do mnie:
E-mail: fraukaminska@gmx.ch
Odwiedź moją stronę:
www.fraukaminska.com
Obserwuj mnie:
Facebook | Instagram
© Frau Kaminska
© logo: toolinkowo
Made on
Tilda